Zauroczenie soją

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Z rosnącym zdziwieniem przekształcającym się w poważne zaniepokojenie obserwuję gwałtownie rosnącą popularność soi i jej przetworów w Polsce jak i kręgach Polonijnych. Zaraz, zaraz Panie Kolego zapytają, co niektórzy czytelnicy, dlaczego zaraz zaniepokojenie przecież powszechnie wiadomo, że soja to źródło zdrowego taniego białka, znana w Chinach od ponad trzech tysięcy lat, powszechnie wiadomo, że kobiety Azjatyckie mają dużo mniejszy wskaźnik zachorowalności na raka piersi, niższy wskaźnik występowania osteoporosy.

Nasza wiedza o soi pochodzi głównie z niezwykle agresywnej kampanii reklamowej amerykańskiego przemysłu sojowego, przedstawiająca soje jako nieomal idealną żywność będącą nieomal panaceum na wiele dolegliwości jak np.: zawyżony cholesterol, problemy z prostatą, zapobiegającą rakowi i wielu innym problemom zdrowotnym.

Lecz wiele najnowszych niezależnych badań poddaje poważnej wątpliwości wszystkie te rewelacje.

Na początek zacznijmy od historii, prawdą jest, że soja uprawiana jest w Chinach od ponad trzech tysięcy lat z tym, że przez pierwsze dwa tysiące lat była używana wyłącznie jako nawóz zielony podobnie jak znany nam łubin czy bobik. Dopiero około tysiąca lat temu w okresie dynastii Chan odkryto najprawdopodobniej przez przypadek, że sfermentowana soja może znaleźć zastosowanie jako żywność, powstały w tym czasie takie produkty jak miso, natto czy soja sos. Nieco później odkryto, że rozgotowana soja z dodatkiem siarczanu wapnia lub siarczanu magnezu tworzy substancje podobna do sera, czyli to, co znamy pod nazwą to fu.

Soja nigdy nie była w Azji rodzajem powszechnie używanej żywności, raczej dodatkiem czy urozmaiceniem do codziennej diety. Jak wykazały badania przeprowadzone, w 1998 średnia konsumpcja przetworów sojowych w Japonii wynosi ok. 7-8 gram, czyli mniej niż dwie łyżeczki od herbaty. Podobne badania w Chinach wykazały, że średnie spożycie soi wynosi od 0 do 40 gram, czyli nie więcej niż trzy łyżki stołowe. Należy pamiętać ze w Azji soja jest spożywana głównie w postaci sfermentowanej. Większe ilości soi spożywane były jedynie w czasie głodu za jednym wyjątkiem,mnisi żyjący w klasztorach używali jej w większych ilościach jako pożywienie pozwalające im wytrwać w celibacie.

Wracając do tak chętnie reklamowanej przez przemysł sojowy sprawy niskiego wskaźnika raka piersi u kobiet azjatyckich, nie usłyszymy o tym, że u Azjatów są znacznie wyższe wskaźniki zachorowań na raka trzustki, wątroby, żołądka czy tarczycy. Zwłaszcza przypadki zachorowania na raka tarczycy wydają się mieć bliskie powiązanie ze spożywaniem soi, jako że zawiera ona związki chemiczne zwane, goitrogenami które jak wykazały liczne eksperymenty na zwierzętach laboratoryjnych wpływają bardzo negatywnie na tarczycę z wywoływaniem raka włącznie. Oprócz goitrogenów soja zawiera wiele innych niebezpiecznych dla zdrowia substancji jak np.

-hemagglutin – substancja powodująca zakrzepy krwi
phytoestrogeny (genistein i daizein), które obniżają lub całkowicie blokują hormon estrogen
-związki blokujące działanie enzymów trawiennych zwłaszcza tryspinu i innych odpowiedzialnych za trawienie białka
-soja zawiera też bardzo duże ilości kwasu fitowego który blokuje absorpcję przez system trawienny niezbędnych dla życia minerałów jak żelazo, magnez wapń czy cynk.

Soja zawiera najwyższy poziom kwasu fitowego z pośród wszystkich roślin strączkowych,

Procesy fermentacyjne redukują znacznie ten poziom natomiast proces produkcyjny tofu jest mniej efektywny w redukcji tego kwasu.
Zakrojone na szeroką skale badania 3734 Japończyków żyjących w USA, którzy regularnie jedli tofu wykazały ze ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera było 2,4 raza większe w porównaniu z grupą kontrolną nie mającą w diecie tofu. Podobne wyniki uzyskano podczas 30 letnich badań przeprowadzonych przez Honolulu-Azja Aging Study.
Stwierdzono też, że duże spożycie tofu ma wpływ na zmniejszenie wagi mózgu, stosując testy MRI jak i autopsje potwierdzono wyraźną różnicę z grupą kontrolną nie spożywającą tofu, wniosek jest prosty TOFU ZMIEJSZA MÓZG.
W/w fakty o niebezpiecznych aspektach spożywania soi to tylko mały wycinek, więcej szczegółów można uzyskać na stronie internetowej Dr. Mercoli:www.Mecola.com
Dr. Mercola zamieszcza też kopię listu protestującego rozpowszechnianiu i reklamowaniu soi i jej produktów jako zdrowej żywności wystosowanemu przez dwóch ekspertów od toksykologii Dr.Daniela Sheehan i Dr.Daniela Doegre wystosowanego do FDA Amerykańskiej agencji do spraw kontroli leków i żywności. Obaj naukowcy są długoletnimi współpracownikami tejże agencji oraz członkami Narodowego Centrum Badań Toksylogicznych.
Rodzi się, więc pytanie, dlaczego soja jest tak agresywnie reklamowana, odpowiedż jak zwykle w podobnych przypadkach ta sama – pieniądze- bardzo duże pieniądze.
Teraz proponuję znowu trochę historii tym razem bardziej nam współczesnej.
W roku 1913 Departament Rolnictwa USA  kwalifikował soję jako produkt do użytku przemysłowego a nie spożywczego.
W roku 1924 uprawa soi zajmowała tylko 1,8 miliona akrów, lecz w roku 1954 wzrosła już do18,9 miliona. Dzisiaj soja w USA jest na trzecim miejscu pod względem uprawy zajmując ponad 72 miliony akrów i pokrywając ponad 50% światowego produkcji.
Przyczyną olbrzymiego rozwoju przemysłu sojowego było zastosowanie jej do produkcji oleju. Im więcej oleju produkowano tym więcej pozostawało wytłoczek, produktu zawierającego duże ilości białka, substancji, która z wyglądu i zapachu może wywołać nie ciekawe skojarzenia.
Pewne ilości wykorzystywano jako paszę dla zwierząt i tu ciekawostka hodowcy świń szybko odkryli, że karmienie paszą sojową ciężarnych loch wywołuje wady wrodzone u prosiąt.
Producenci soi szukali  możliwości dalszego wykorzystania odpadów, z pomocą przyszła nowoczesna technologia pomagając przetworzyć odpady w dobrze znane nam produkty sojowe

soja cora%C3%A7%C3%A3o Zauroczenie soją

Reszty dokonały atrakcyjne opakowania i doskonale przygotowana kampania reklamowa.
Procesy chemiczne przetwórstwa odpadów soi polegają na traktowaniu ich kąpielami kwasów w wysokiej temperaturze i ciśnieniu następnie neutralizacji zasadami.
Procesy te przeprowadzane są w metalowych zbiornikach powodując zanieczyszczenie produktów metalami zwłaszcza aluminium. Reakcje chemiczne usuwają większość niebezpiecznych związków biochemicznych zawartych w soi, lecz nie jest to eliminacja całkowita, pozatym reakcje te powodują powstawanie innych niebezpiecznych związków jak nitryt będące substancjami rakotwórczymi czy toksyczną substancję zwaną lysinolainą.

Większość roślin uzbrojona jest w różnego rodzaju systemy obronne jak np. kolce,soja wypracowała najbardziej wyrafinowany sposób obrony, niezwykle silną broń biologiczną wpływającą na zakłócenie systemu rozrodczego potencjalnego wroga. Szereg badań potwierdza szczególnie niebezpieczny wpływ związków biochemicznych soi na przemianę hormonalną mogącą powodować przedwczesne dojrzewanie dzieci jak i wady wrodzone u następnych pokoleń, co zresztą podkreślają w s swym liście do FDA w/w naukowcy Dr.Daniel Sheehan i Dr.Daniel Doegre

Jeżeli dodam jeszcze na zakończenie, że soja amerykańska jest w większości genetycznie modyfikowana a pola uprawne traktowane całą gamą środków owadobójczych to pozostaje mi tylko życząc wszystkim na zdrowie wznieść toast szklaneczką „zdrowego” sojowego mleka.

%name Zauroczenie soją

Forskolin

297 zł 137 zł

Zamów dzisiaj i oszczędź 160 zł, otrzymaj darmową wysyłkę i gwarancję satysfakcji.

Jutro promocja przepada.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*